tak po prostu zostawiam tu kilka zdjęć z grudniowej wizyty na majorce
tym razem nie zwiedzałam żadnego szpitala w środku nocy, za to zrobiłam biegową życiówkę (miesiąc później spieprzyłam nogi na amen ale cicho), piłam dużo wina, jeździłam na stopa z wariatami, wykąpałam się w morzu (trzynastego grudnia!) i w ogóle wyglądam na tak super szczęśliwą że fajnie to gdzieś zostawić, tak po prostu
czasami tęsknię za tobą, nachalnie przychodzisz w snach
czasami zastanawiam się skąd o wszystkim wiedziałeś, do czasu
ścieram twój pot z mojej twarzy a może jest to już pot kogoś innego
ściągam z półki książkę, której nikt nie czytał oprócz mnie
jak to jest
nie mam siły kończyć i bawić się w metafory, tu już nie chodzi o to czy chcę czy nie, po prostu nie zależy mi na wywoływaniu konsternacji, a i tak wiem że to przeczytasz (tak jak i ty wiesz)
ostatnia głodówka przypomniała mi jak silna jestem / jak niewiele potrzebuję / ile pamięci ma jeszcze mój dysk twardy / jak bardzo tęsknię za / gdzie nie powinno mnie być / muszę wrócić do mojej fizycznej odskoczni i się dojechać, to takie kurwa proste.
ten moment gdy planujesz jak będzie wyglądało wasze mieszkanie, a twój chłopak mówi
"jak byłem tak daleko to pomyślałem o mojej super dziewczynie i doszedłem do wniosku że powinniśmy mieć kota"
dużo pracy, bardzo dużo. ale po pracy są przyjemności, więc za tydzień robię mnóstwo zdjęć w górach, a za miesiąc obchodzę rocznicę wypadku w miejscu wypadku, czyli moim ulubionym mieście, w którym mogłabym ewentualnie mieszkać w przyszłości
moja dzielna roomie obroni pracę i kąpiemy się wtedy w morzu wódki
a i zakochałam się platonicznie w mojej rehabilitantce, za miesiąc kończę walkę, więc trzymamy kciuki
ps: pamiętam o blogu, po prostu troszkę urosłam i mam mniej czasu
potem chwila skupienia, ostatnia sesja przed obroną pracy inżynierskiej
i kolejne podróże i plany
gdzieś w głębi serca wierzę, że ważne osoby z mojego otoczenia dostrzegają ogrom zmian we mnie
i że jest to dla nich małą inspiracją
skoro ja potrafię to każdy potrafi, to prawda
chcę być anonimowym prekursorem czegoś dobrego w naszym życiu
i jeśli nie zostanę super inżynierem
to zostanę trenerem personalnym
póki co chciałabym żeby zamieszanie wokół mnie się uspokoiło
tutaj nie ma odcieni szarości, wszystko jest zero jedynkowe
albo nie dzieje się nic, albo dzieje się wszystko
to miłe, że tyle osób chce coś znaczyć dla mnie
problem w tym, że mam już główną obsadę mojego życia
po ostatnim castingu nie przewiduję większych zmian
moje decyzje nie zawsze są trafne, ważne że są świadome
boję się
ale wiem, że jak coś spieprzę
to my number one priority będzie ze mną
nigdy z ciebie nie zrezygnuję.
-
dzisiaj mijają dokładnie 2 tygodnie od mojego wypadku w Hiszpanii
wszystko wraca do normy, jedynie blade siniaki i gojące się zadrapania przypominają, że można zrobić sobie krzywdę wykonując naprawdę banalne czynności
zdążyłam już pozbierać myśli i wyciągnąć wnioski
i jestem z siebie bardzo dumna
przez te trzy godziny pełne niepewności i strachu
skupiłam się wyłącznie na zachowaniu spokoju i zapewnianiu komfortu ludziom, którzy byli ze mną
wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej
to nie jest dobre miejsce, by opisywać szczegóły
ale myślę o tym każdego dnia
przez kilka chwil nie było mnie tutaj, nie było mnie nigdzie
i jedyne co pamiętam to pastelowe kolory i błogość
-
nowy album Chvrches, cudo
kupione bilety na nasz pierwszy zagraniczny festiwal
połowa listopada a ja bez depresji
wyjazd do Hiszpanii lepszy, niż mogłam sobie wyobrazić
wczoraj powitało nas chłodne, wrocławskie powietrze
z 20 stopni wieczorem pozostało tylko 7
a o 5 rano w Poznaniu -2
mimo to przeszliśmy nocą wspólnie kilka kilometrów
i zjedliśmy wspólnie ciasto przed 6 rano
nikt nie chciał żeby wszystko się kończyło
chwilowo laptop nie jest moim sprzymierzeńcem
prawo Murphego dogoniło mnie nawet tam
ale dzięki temu zwiedziłam 3 szpitale w środku nocy
dowiedziałam się jak wygląda hiszpańska służba zdrowia
i że mam świetnych znajomych
gdy pytałam, czy mogę zabrać ze sobą kogoś z nich i otrzymywałam zgodę
to zabierałam wszystkich
były to chyba najgorsze 3 godziny mojego życia,
ale ostatecznie okazało się, że pod wpływem stresu znam płynnie hiszpański i odzyskam wzrok w prawym oku; teraz już wiem jak mój organizm reaguje w krytycznych sytuacjach
a najważniejsze, że miałam najlepsze przebranie na halloween w całej Barcelonie :)
o mały włos nie zostałabym w Hiszpanii dłużej
podzieliliśmy się na dwie grupy; 3 osoby pojechały pociągiem
a nasza dwójka jak zawsze pod wiatr- wracamy na stopa!
tym razem się nie udało
i po minucie nie zatrzymał się brat bliźniak Yannisa ;)
ale dzięki temu spędziliśmy dodatkowe 2 godziny w Barcelonie
fakt, że możemy nie zdążyć na samolot bardzo nas cieszył
i od razu zaplanowaliśmy sobie kolejne dni
dawno nie miałam uczucia nadawania na tych samych falach przez tak długi czas
i dzięki temu zyskałam świetnego przyjaciela i trenera personalnego
i potrafiłam wstać na poranne bieganie mimo niecałych dwóch godzin snu
i nie panikowałam w szpitalu mając obok mistrzów czarnego humoru
jest mnóstwo historii do opisania, setki zdjęć do przebrania
kocham tych chłopców już ładnych kilka lat; z yannisem jesteśmy małżeństwem od drobnych macanek podczas koncertu o północy w ulewie w 2011, nasze koty też się kochają, ta miłość jest super, myślałam że bardziej się nie da, jak sprawdzałam inspiracje do najnowszej płyty to było smutno i źle że dupeczki z oksfordu prawdopodobnie idą w klimat mi obcy i trzeba będzie złożyć papiery rozwodowe.
a tu bum, bang, miłość razy milion, całość spójna i wciul taka, jaka miała być, to taki moment kiedy masz jakieś wyobrażenie, często wyidealizowane i ten moment staje się rzeczywistością, ogień ogień ogień, ale nie mogło być inaczej, w końcu kilka dni temu yannis osobiście zaśpiewał mi "you're the apple of my eye, of my eye, I want you" i w sumie to omal nie umarłam tam i wiedziałam już, że taka miłość jest jedna i chłopcy nie mogą mi tego zrobić i tak po prostu płyty spierdolić. no. nie zawiodłam się.
WHAT WENT DOWN
ps: dla tych, co liczą na starych folsów- będzie wam smutno, będzie hasztag hejt, będzie niezadowolenie. bo to smutna płytka jest. czyżby ludzie liczyli, że obiecywana "ciężkość materiału" przejawi się w brzmieniu, a nie depresyjnym odbiorze? jolo, pjona, w ogóle zawsze chciałam pisać muzyczne recenzje przepełnione prywatą i today is the day, buziaczki
dziś urodziny siostry, zaraz do Ciebie jadę kocie; alkohol ledwo mieści się w moim plecaczku